Jak zwlaczyć wewnętrznego krytyka?

Zielonooki potwór mówi ci STOP, kiedy chcesz latać. Szepce do ucha „nie rób”, kiedy chcesz działać. Wątpi w ciebie i nieustannie przekonuje: „nie dasz rady”. Spotkasz go w otoczeniu, ale znajdziesz też w sobie. Niestety.

Artysta specjalizujący się w abstrakcji wykracza poza normy i wydostaje się „poza pudełko”. Tworzy coś zupełnie nowego. Oddaje się swojej najbardziej wymyślnej wizji w pełni, która nie podlega kwestionowaniu. Jest jego. Jest indywidualna. Przez to jedyna w swoim rodzaju. To ona tworzy go wyjątkowym i niepowtarzalnym artystą. Dzięki tym cechom staje się rozpoznawalny i kształtuje swój styl. Tylko jak wytrwale wierzyć w siebie? Docenić swoją wyjątkowość i nie popaść w marazm?

Niech krytyk, o którym będzie tutaj mowa przyjmie odpowiednią dla niego formę po to, by móc w pełni zobrazować sobie z czym mamy tu do czynienia. Niech w twojej wyobraźni posiada ciało i osobowość. Jak wygląda? Jak się zachowuje? Jeśli jeszcze go nie dostrzegasz pozwól, że pomogę: otóż krytyk to wielki zielonooki potwór. Jest nieładny, duży, znacznie większy od ciebie i posiada niefajny charakterek. Myśli tylko o tym, żeby uprzykrzyć ci życie. Wewnętrzny krytyk nie tylko blokuje cię w twoich zamierzeniach, ale ogranicza też znacząco twoją wyobraźnię. Pozwalając mu rządzić nie tylko rezygnujesz z działań, ale pozbawiasz się też marzeń o tym, co mógłbyś jeszcze osiągnąć. Potwór nie tylko zamieszkuje w tobie, czasem też czai się w twoim otoczeniu.

Różne etapy twórczości

Na pewno zdarzyło ci się raz lub więcej razy namalować coś, co zupełnie nie przypadło ci później do gustu. Znam to uczucie doskonale. Co więcej, znam też wiele gorszych. Czasem najgorszych, takich które często prowokowały mnie do całkowitej rezygnacji z malowania. Żeby dobrze zrozumieć istotę krytyka na początku należy uświadomić sobie, że zajmowanie się malowaniem jest zajęciem duchowym. Ściśle wiąże się z eksponowaniem emocji, fantazji i wrażliwości autora. Miewałam różne etapy swojej twórczości. Malowałam obrazy, które mi się podobały w trakcie malowania i po. Malowałam też takie, w których zakochiwałam się podczas procesu twórczego, jednak po namalowaniu spoglądałam na nie z pogardą. Były chwile, kiedy jeszcze przed rozpoczęciem malowania, trzymając mokry pędzel nad czystym płótnem, tak bardzo denerwowała mnie myśl o namalowaniu czegoś „brzydkiego”, że rezygnowałam na starcie. Wycofywałam się i zawieszałam malowanie na kilka dni, czasem tygodni, żywiąc rozczarowanie własną osobą i swoją twórczością. Wiele czasu wymagało zrozumienie, że pojawiające się wewnętrzne obawy to nic innego jak głos mojego własnego krytyka. Dopóki nie uświadomiłam sobie, że w większości są zupełnie nielogiczne, dopóty nie potrafiłam się jemu przeciwstawić. Dopiero uświadomienie sobie mechanizmu działania krytyka daje ci siłę i odwagę, by go pokonać. To pierwszy, najważniejszy krok: zauważ go i uświadom sobie, że to co mówi jest autosabotażem. W przypadku każdego zajęcia należałoby dać sobie przestrzeń na naukę i popełnianie błędów. Bo doświadczenie kształtuje, a błędy są rozwojowe.

Malowanie to wolność, a wolność potrafi zniewolić

Zajmowanie się sztuką jest zajęciem nieszablonowym. Wymaga myślenia i działania poza schematem. Dlatego sztuka rządzi się wyjątkowymi prawami. Filtrujesz rzeczywistość przez własną osobowość i malujesz to co czujesz. Z kolei odbiorcy twojego dzieła kształtują swoje zdanie na podstawie emocji, które w nich się pojawią w trakcie oglądania obrazu. To wiele prawdopodobne, że będą zupełnie różnić się od tych, które autor posiadał w trakcie tworzenia.

Z uwagi na charakter pracy branża artystyczna wyróżnia się na tle innych pewnego rodzaju wolnością. Jest to zawód, w którym totalnie możesz popłynąć na głębokie wody kreatywności. Budzić zainteresowanie będą twoje najbardziej ekstrawaganckie wizje, które przelejesz na płótno. Im bardziej pozwolisz sobie na pozbawioną ograniczeń twórczość, tym więcej satysfakcji będziesz czerpać ze swoich obrazów w trakcie jego malowania jak i po. Odbiorcy twojego dzieła również to docenią. To ogromny plus zajmowania się malowaniem. Możesz naprawdę poczuć się sobą. Poza schematem, wolny od wszelkich konwenansów i norm. To niesamowite uczucie, na które wielu niestety nie chce się otworzyć. To właśnie wewnętrzny krytyk będzie stopował cię w odkrywaniu nieznanego. Będzie starał się racjonalizować twój zawód. Zatrzymaj się na chwilę i rozejrzyj dookoła. Jaki zawód ma takie możliwości? Niekorzystanie z tej wolności to jak stanie się martwym za życia.

Z drugiej jednak strony stając przed prawdziwym obliczem wolności szybko zorientujesz się, że ogrom możliwości jest nie do ogarnięcia. Świadomość tego może budzić niepewność i lęk. Chęć namalowania czegoś „innego”, „nowego” nagle zrodzi pytania: kim jestem? Co lubię? Co tak naprawdę mnie kręci? Co na to powiedzą inni? Od czego zacząć? Setki napływających zewsząd pytań i obaw szybko postawi cię przed wyzwaniem: malować nowe czy pozostać w tym co znane. Naturalną reakcją człowieka na zmianę jest strach. Mówi się, że nie ma złych zmian, a mimo to wątpliwości potrafią zniewolić. Zielonooki potwór zrobi wtedy wszystko, by przekonać cię, że najbezpieczniej pozostać w miejscu. Znajdzie nawet z pozoru „rozsądne” ku temu argumenty.

Krytyczne combo

Poza twoim wewnętrznym krytykiem, który za wszelką cenę nie pozwoli ci podjąć decyzji o wolności, może pojawić się też krytyk z zewnątrz. Jeśli pojawią się razem, masz wtedy do czynienia z „krytycznym combo”. Ostatecznie może to doprowadzić do całkowitej rezygnacji z zajmowania się tą czy inną dziedziną. Jak się bronić?

„Namalowałam obraz. Ale on nie spodobał się nikomu, przez to ostatecznie też mi. Nikt go nie kupił. Leży teraz głęboko w szafie. Pewnie cały się zakurzył. Schowałam go głęboko, bo sama nie lubię na niego patrzeć. Chyba nie nadaję się do tego. Pewnie po prostu nie potrafię malować.”

– mówi ona, artystka.

Ten obraz, o którym tutaj mowa to twoja wolność – twoja przestrzeń. Uzależnianie jej od opinii innych mija się z jej definicją. Artystka wydobyła na zewnątrz to, co nosiła w sobie od zawsze. Coś, co towarzyszyło jej gdy była dzieckiem, co dojrzewało wraz z kolejnymi urodzinami. Jednak opinia osób z zewnątrz i brak aprobaty sprawił, że obraz stał się dla niej mniej wartościowy. A to błąd. Twórz sztukę najpierw dla siebie, a potem dla innych. Najpierw doceń ją sam, by potem docenić mogli ją inni. Korzystaj z wolności, którą daje ci malowanie i chroń wewnętrzne dziecko – artystę, który próbuje być sobą.

Zielonooki potwór, a konstruktywna krytyka?

Wewnętrznego artystę, jak wewnętrzne dziecko, prawda rzadko rani. Powiem to jeszcze raz: słuszna krytyka często jest dla artysty wyzwalająca. Jesteśmy jak dzieci, nie dziecinni. Gdy strzała celnej krytyki sięga celu, często odzywa się w nas głos: „Aha!”. Artysta myśli sobie: „No tak! Widzę to! Rzeczywiście! Mogę to zmienić!”

Julia Cameron „Droga artysty”, str. 138

Julia Cameron w książce „Droga artysty” porusza temat krytyki wewnętrznej i zewnętrznej, która spotyka artystów. Odnosi się również do krytyki konstruktywnej, która jest bardzo cennym doświadczeniem. W swojej książce uczula bardzo na to, by przede wszystkim świadomie i umiejętnie umieć odróżnić jedną od drugiej.

Niekonstruktywna krytyka potrafi złamać nawet najbardziej płodnego artystę. Jeśli pokażesz komuś swój obraz, a ten lekkomyślnie i nieuważnie stwierdzi, że jest „brzydki” twój umysł automatycznie uwarunkuje to doświadczenie jako nieprzyjemne. Powiąże pokazanie dzieła z negatywnym komentarzem. W efekcie gdy następnym razem będziesz mierzyć się z nowym obrazem to nieprzyjemne doświadczenie z przeszłości może skutecznie cię od tego odwieść. W konsekwencji, w obawie o powtórne poczucie porażki, prawdopodobnie następnym razem trudno będzie ci ponownie upublicznić namalowane przez siebie dzieło. Oczywiście nie masz żadnego wpływu na reakcję innych. Jednak masz wpływ na to jak dana reakcja wpłynie na ciebie i twoją twórczość.

Krytyka szkodliwa to taka, która – niezależnie od dobrych bądź złych intencji – nie zawiera zbawiennego ziarna prawdy, lecz potępia. stwarzając pozory słuszności, albo jest tak ogólnikowa, że nie da się jej racjonalnie odeprzeć.

Julia Cameron „Droga artysty”, str. 138

Konstruktywną krytykę warto jest wziąć pod uwagę, natomiast krytykę bezpodstawną, krzywdzącą lub taką, której skutki przekładają się negatywnie na twoją twórczość należy odważnie i zdecydowanie odepchnąć od siebie.

Sposoby na pozbycie się zielonookiego potwora

Tym samym w jednym z rozdziałów autorka wytypowała 9 sposobów na radzenie sobie z krytyką. Odnosi się tutaj konkretnie do krytyki napływającej z zewnątrz. Uważam jednak, że można je zarówno przełożyć na naszego zielonookiego potwora, który krytykuje nas od środka:

  1. Wysłuchaj krytyki do końca, żeby mieć to z głowy.
  2. Zanotuj, które myśli lub sformułowania cię dotknęły.
  3. Zanotuj, które myśli lub sformułowania wydają ci się przydatne.
  4. „Dopieść się” w jakiś sposób – przeczytaj pochlebną recenzję albo przypomnij sobie jakiś komplement.
  5. Pamiętaj, że nawet jeśli twoje dzieło jest do kitu, może być niezbędnym etapem do kolejnego dzieła. Sztuka dojrzewa zrywami, a błędy są koniecznym warunkiem rozwoju.
  6. Przyjrzyj się krytyce ponownie. Czy przypomina niepochlebną opinię z przeszłości, szczególnie jakiś dziecięcy wstyd? Przyjmij do wiadomości, że obecna krytyka wyzwala w tobie żal, związany z zadawnioną raną.
  7. Napisz list do swojego krytyka – najprawdopodobniej go nie wyślesz. Broń w nim swojej pracy, a także doceń to, co pożytecznego wniosła jego opinia (jeśli wniosła).
  8. Wskocz z powrotem na konia! Natychmiast zobowiąż się, że zrobisz coś twórczego.
  9. Zrób to. Jedynym lekarstwem na krytykę jest twórczość.

Ze swojej strony chciałabym wnieść dodatkowe 3 punkty, które uważam za dość istotne. To kolejne narzędzia, które pomogą ci nie tracić z oczu twojego artystycznego kursu:

10. Pokochaj siebie.

Every painter paint himself // każdy malarz maluje siebie

COSIMO DE MEDICI

Jesteś tym co malujesz. Przestań być dla siebie zbyt surowy i doceń najdrobniejsze rzeczy. Malując zatrzymaj się czasem i przyjrzyj się swoim maźnięciom pędzla. Pochwal siebie od czasu do czasu. Doceń, że tworzysz coś niepowtarzalnego. Nie kochając siebie nigdy nie pokochasz tego co namalujesz.

11. Zaakceptuj.

To lek na całe zło. Osiągając stan akceptacji nie tylko uśmierzasz wewnętrzny ból, ale też dostrzegasz małe rzeczy, które zaczynają sprawiać ci radość. Zarazem zdejmiesz z siebie duży ciężar i presję. Ignorując zielonookiego potwora sprawiasz, że ten pójdzie sobie gdzie indziej. Nie dostając od ciebie oczekiwanej pożywki ucichnie, a z czasem zupełnie zapomni o dręczeniu ciebie. Po prostu zaakceptuj fakt, że raz namalujesz coś co zupełnie ci się nie spodoba. Pamiętaj, że to mimo wszystko też część ciebie. Dzięki temu ty i twoje twórcze wewnętrzne „ja” tworzycie równowagę. Tak jak w przyrodzie: deszcz potrzebny jest słońcu, a w życiu: łzy niezbędne do poczucia radości i miłości. Zaakceptuj to kim jesteś. A jesteś różny: czasem fajny, czasem niefajny. I dobrze! Bo dzięki temu jesteś sobą.

12. Uwzględnij margines błędu.

Margines błędu to „filozofia”, którą praktykuję osobiście i przekładam na wiele sfer swojego życia. „Margines błędu” to pewna przestrzeń, w której mogą pojawić się błędy. Jest to przestrzeń przeze mnie planowana, w pełni akceptowalna, więc jeśli znajdzie się w niej coś niefajnego lub brzydkiego jest to wyłącznie spełnieniem jego funkcji. Niezdrowe dążenie do doskonałości potrafi wypalić. Świadomość posiadania marginesu błędu, czyli twoja wewnętrzna zgoda na ewentualne niepowodzenie sprawi, że będzie cię ono mniej absorbować. Zaakceptujesz (patrz punkt wyżej) je i od razu pójdziesz dalej.

Dzielisz się energią obrazu, a nie czerpiesz energię dla obrazu

Malując obrazy nie tylko dostarczasz innym pięknych obrazów, doznań estetycznych, ale przede wszystkim budzisz emocje. To dzięki nim zapamiętują ciebie i twój obraz. To twoi odbiorcy chcą czerpać energię z twojego obrazu, a nie twój obraz potrzebuje energii i aprobaty publiczności. To bardzo ważne zdanie, które ma w sobie ukrytą pewną moc sprawczą. Jeśli uświadomisz sobie, że ty, jako artysta, jesteś dostawcą energii, uczuć i emocji, zaprzestaniesz uzależniać wartość swojego dzieła od opinii innych. I wtedy dopiero poczujesz wolność, o której w malarstwie chodzi. Bo przecież malowanie to zajęcie duchowe: tworzysz ze środka i docierasz do środka.

Podsumowując

Malowanie to jeden z wielu sposobów na komunikację. Tylko zamiast słów używasz obrazów. Jest to trudniejsza forma. Pamiętaj jednak, że z każdym kolejnym podejściem do czystego płótna będziesz stawał się w tym coraz lepszy. Zatem głowa do góry, pędzel w rękę i do dzieła! Do twojego arcydzieła!


… a w przerwie malowania czytaj więcej o malowaniu na moim blogu! Miłego zaczytania! eM.

error0
Tweet 20
fb-share-icon20